Notka będzie krótka. Bo miejsca
tego nie trzeba chyba „reklamować” słowem. Wystarczą zdjęcia. I właśnie ich
pierwsza odsłonę postanowiliśmy Wam dostarczyć. A dlaczego dwa światy? Bo wyspy
te składają się z tego, co nad ziemią – kilkusetletnich żółwi czy też fok, które
nie boja się człowieka i radośnie wylegują się na ławkach w porcie, iguan lezących
bezczelnie na środku drogi, omijane przez nieliczne samochody. Jest też świat
podwodny – rekiny młoty, żółwie, ogromne ryby i piękne formacje stworzone z
wulkanicznej lawy.
środa, 26 listopada 2014
poniedziałek, 17 listopada 2014
Na miejsce skarpetek prezentują – na miejsce pierogów
![]() |
| Ewa zjadła pierożkas (Iguazu, Argentyna) |
Z racji kolejnego już niestety roku, w którym święto
poznańskiego rogala muszę spędzać na emigracji, postanowiłam napisać o… cieście
z nadzieniem. I to w kontekście nie Świętego Marcina i specjału sprzedawanego z
tej okazji, ale pierogów i ich odmian, które to ciastem i nadzieniem różnią sią
bardzo, w zależności, gdzie się je chce spożyć.
środa, 1 października 2014
Święty Sebastian*.
![]() |
Miasto było skąpane w promieniach wczesnoletniego słońca,
kiedy podchodziliśmy pod górę. Szliśmy niespiesznie, dużo rozmawialiśmy,
śmialiśmy się a Jan opowiadał nam historię wszystkich mijanych miejsc.
Jak to Jan, który wie wszystko.
Szliśmy pewnie z dobre pół godziny, zanim zobaczyliśmy
tablicę pamięci na ratuszu, ładną, ale skromną. Na niej nazwiska, o ile mnie
pamięć nie myli, sześciu żydowskich rodzin.
wtorek, 5 sierpnia 2014
Precz z komuną, czyli poznańska „alfa” w wersji ikeowskiej.
![]() |
| Cheers! |
Ci, którzy nas
znają i wiedzą, że wybierając cel podróży kierujemy się nie tylko walorami
przyrodniczymi, ale też staramy się w każdym miejscu zobaczyć kilka zabytków architektury.
Prześledziliśmy wiec jak daleko sięgały sidła starożytnego Rzymu na całym
świecie, byliśmy w świątyniach bodajże wszystkich możliwych głównych wyznań i
porównywaliśmy style architektoniczne wielu wieków ludzkiej historii.
wtorek, 1 lipca 2014
Historia pewnego przypadku
Że życiem przypadek czasem tylko rządzi i nie ma co za
bardzo planować następnych wydarzeń przekonywaliśmy się już nie raz. Tak było z
wyjazdem z Polski, z podróżami, z naszym potem czy też zakupem roweru. I z
Birmą też. Bo to o niej mowa. Po godzinnej dyskusji (nazwę tę wymianę zdań tak
ładnie) nad półką z przewodnikami i nieco innym zdaniu na temat tego, gdzie
następny wyjazd ma się odbyć stwierdziłam, że biorę pierwszy z brzegu kolorowy
przewodnik i jeśli tam pory deszczowej nie ma to tam jedziemy. I na Birmę
padło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




